|
Wiele osób, które popełniło jeden z większych błędów w swoim życiu i nie uczestniczyło w I Mistrzostwach Polski w Diablo II w Warszawie będzie zapewne chciało chociaż w małym stopniu naprawić swój błąd i dowiedzieć się możliwie jak najwięcej o całej imprezie. A jako że mam dar lania wody, to chętnie opiszę wszystko ze szczegółami. Niestety, będzie to opis z mojego punktu widzenia, więc najprawdopodobniej czasem subiektywny i nie do końca pełny, ale szczery :) .
Przyjechałem do stolicy około godziny 11:30 w czwartek. Zgodnie z umową na dworzec wyszli po mnie Jurek zwany Dżerym i Jav. Odprowadzili mnie na przystanek I pojechałem do hotelu. Pierwszy raz byłem w Warszawie (wstyd? ;P ), więc bardzo pomógł mi GPS. Około 14 wybrałem się nad Jezioro Czerniakowskie, gdzie mal mieć miejsce umówiony kameralny grill z kolegami. Szukanie przystanku, który wydawał się oczywisty zajęło mi z godzinę, ale w końcu trafiłem. Nad jeziorkiem okazało się, że jestem na jego drugim końcu, ale jakoś trafiłem. Ekipa ofc cała nawalona jak Messerschmidty a niektórzy i spaleni – norma w sumie. Gdzieś tam dogasa grill, ktoś kradnie mi sprzed nosa ostatnie kiełbasy, a część ekipy gra w nogę na boisku nieopodal. Jakieś zdjęcia itp (wcześniej nawet filmik) I jest fajnie.
Nadchodzące ciemne chmury zwiastowały nieuchronny koniec imprezy. Jak to ktoś podsumował „panowie, czuję, że zaraz będziemy stąd nieźle spier***”. Ale zanim oddaliliśmy się miał miejsce pierwszy nieprzyjemny incydent - Busters wypłacił bułę Tassowi za kradzież itemków w D2. Tass z podbitym okiem postawił flaszkę na zgodę i był już spokój. Podczas burzy ekipa podzieliła się na mniejsze, ja wybrałem się z m.in. Dankiem i Killerem i zgodnie z zasadami BHP przeczekaliśmy burzę pod najbliższym drzewem. Inna grupka poszła do jakiegoś domku a inne jeszcze gdzieś indziej. Killer molestował wszystkich, żebyśmy poszli do KFC, więc jakoś dotaszczyliśmy się do jakiejś głównej ulicy. Tam Pondrac wyciągnął połówkę i począł ją spożywać o czym cała grupka nie omieszkała zawiadomić wszystkich w promieniu 100 metrów. Po spożyciu resztek alkoholu ekipa udała się na okoliczny przystanek, skąd odjechała w nieznanym mi kierunku. Dosłownie 2-3 minuty później na miejscu uprzedniego spożycia alkoholu pojawił się patrol policji. Jakoś nie wydaje mi się, żeby przypadkiem tamtędy przejeżdżali i przypadkiem tam się zatrzymali. Ponieważ kilka osób było zbakanych, dobrze, że ich nie zastali.
Ja natomiast udałem się do hotelu. Siedząc sobie na ławeczce przed Galerią Mokotów słyszę telefon – Rince: "Ajan ale syf, Busters, Dest i ktostam jeszcze pobili jakiegoś gościa". Chwila wyjaśnień i z grubsza wiadomo o co chodzi. Nic to, idę do hotelu i po obejrzeniu Sezonu na leszcza gadam z Jerrym - rzekomo Maki zabrał ze sobą plecak z kamerą za 1500 zł. Zbulwersowany Jurek wypłacił mu bułę. Więc wyszedł syf trochę. Tym optymistycznym akcentem przykryłem się kołderką i poszedłem spać.
Rano obudził mnie deszcz. No tak, dzień wcześniej mieliśmy mniej więcej ładną pogodę, więc teraz pada. To nic, dobrze chociaż, że jesteśmy w kafejce. Około 10 wbijamy do café. Jest fajnie - chwila ogarniania „o co tu chodzi”, „gdzie jest komputer?” itp. i rozdajemy identyfikatory. Sprawa idzie szybko i bezboleśnie - podpis, dowodzik, szmal, identyfikator. Tutaj szacunek za sprawne załatwienie wszystkiego. Nie było burd, a każdy z grubsza nosił plakietkę cały czas – wielki szacunek. Następnie ludzie siadają do kompów i robią postacie. A to sieć padła, a to monitor nie działa, a to to, a to tamto i czas się przeciąga. Potem trochę nieudolnie robiona lista drużyn na 4v4, 3v3 i 2v2 i w końcu około 12:30 rozpoczęły się pierwsze walki. Tu też trochę kicha - za mało kompów i w dodatku niektóre się psują. Pewna grupa osób musi czekać nawet i po kilka godzin na swoją kolej.
Całość spokoju niszczy pojawienie się 4 czy 5 typów, między nimi wczorajsza ofiara Bustersa. Kulturalnym i taktownym „ej ty, chodźno tu” poprosili Busta o jego towarzystwo. Nie wiem czyja to wina. Czy to Bust ot tak obił Zielonego (chyba taką miał ksywkę) w jego domu, czy to jego z kolei napadli jak szedł po wódkę a potem wyskoczyło kilku typa z BMW, zwisa mi to. Ale między innymi ja organizuję ten turniej i między innymi ja za niego odpowiadam. Więc nie będzie tu żadnego syfu. Stanowczo to z Jurkiem i kilkoma innymi osobami przekazaliśmy naszym nowym kolegom, a Busters wczorajszą ofiarę przeprosił. Ale nie zmieniło to faktu, że z niesmakiem pożegnali nas słowami "do café nie wejdziemy, ok, ale będziemy na niego czekać i spuścimy mu wpi*** żeby wyglądał tak, jak Zielony". Po tym incydencie był już spokój. I nie mam tu zamiaru stawać po stronie Bustersa. Dzień wcześniej pokazał swoje zacofanie i ograniczenie bijąc Tassa. Ale to nie znaczy, że teraz jego można napierniczać ot tak. Na moich turniejach takich rzeczy nie będzie, a jak się ktoś wyłamie, to pogadam z nim po swojemu i nie będzie to miłe (nie żartuję). Turniej i zlot to fajne spotkanie kumpli, których znamy tylko z BNu. Jak ktoś jedzie na mój turniej to ma nie bać się czy dostanie oklep za free. Ba, jeśli komuś nawet przez myśl przejdzie, że może cokolwiek mu się stać, to już znaczy, że impreza nie jest warta zachodu. Na szczęście potem był już spokój.
Tłum gapiów zgromadził się najpierw w jednej części kafejki, gdzie swojego skilla pokazywali między innymi Rince i RoGH, następnie przenieśli się na monitory kolegów z Hi, a potem inna grupka przyglądała się meczom GoDu i pozostałych drużyn z drugiej części kafejki. Sporadyczną konsternację przerywały nagłe i spontaniczne wybuchy śmiechu i euforia gdy gracz z drużyny przeciwnej ujrzał znany wszystkim czerwony napis na ekranie i tekst w rogu XXX zabija cię YYY. Dla takich chwil warto żyć. Aby nie robić zbędnego zamieszania, wszystkie drużyny z danej grupy rozegrały najpierw wszystkie swoje mecze, następnie grać zaczęła druga grupa. Niestety owa druga grupa musiała więc kilka godzin poczekać, za co serdecznie przepraszam.
Czas mijał, ludzie zaczęli więc odwiedzać okoliczne bary i restauracje celem zdobycia Longera z KFC czy cośtam Maca z McDonalds. Za kolejny wielki plus należy uznać brak alkoholu. Siedząc w kafejce prawie 8 godzin nie zanotowałem żadnej próby wejścia z piwem czy czymś temu podobnym. Za to również wielkie podziękowanie i szacunek – nie chcemy robić burd jak ci z CSa, którzy na poprzednim turnieju przynieśli wódkę, porozwalali kompy i musiała interweniować policja. Pokazaliśmy tym, że ludzie z D2 nie tylko potrafią zorganizować porządny turniej, ale również potrafią się na nim zachować i przynajmniej w tym przewyższają turnieje w CSa.
Nie zanotowałem też żadnej nieupoważnionej próby dostania się do cafe. Urocza niewiasta, o której plotki chodziły, że jest kobietą Lamy czy inna, lecz należąca ponoć do RoGHa za „nieupoważnione” nie uznaję. Niemniej jednak były w kafejce przez jakiś czas dwie osoby, które najprawdopodobniej po prostu chciały pooglądać zmagania graczy, lecz gdy poprosiłem ich o pokazanie dowodów i spisanie danych, odparli, że nie dysponują nimi (dowodami ;) ). Z przykrością zatem trzeba ich było wyprosić. W kafejce panował półmrok, było bardzo dużo osób i spory ścisk. Nie chciałbym, żeby potem ktoś narzekał, że został okradziony. Uczestników MP uważam za „swoich” zarówno ze względu na to, że ich znam (choć nie wszystkich), jak z prostego faktu, że przy wydawaniu identyfikatorów panowie legitymowali się i dzięki temu teraz obok monitora mam trzy kartki z imieniem, nazwiskiem i dokładnym adresem każdej osoby, która była w cafe. Chociaż wiem doskonale, że nie byłoby potrzeby użycia jej, to jednak bezpieczeństwo przede wszystkim.
Turniej przebiegał bez większych problemów. Około godziny 17:00-17:30 zakończyła się faza grupowa rozgrywek 4v4. Już wtedy wszyscy zdawali sobie sprawę, że zaplanowane 3v3 i 2v2 nie odbędą się (a przynajmniej jedno z nich). Ponieważ 2v2 przebiegłoby o wiele szybciej i sprawniej, postanowiliśmy usunąć z planu rozgrywki 3v3. Kolejny raz serdeczne „sorry” dla osób, które nie zapisały się na 4v4, a oczekiwały 3v3 i 2v2 (pozdro Raziel). Przed godziną 18 rozpoczęły się więc pierwsze walki w fazie playoff. I mniej więcej o tej godzinie serdecznie uścisnąłem prawice wszystkim obecnym w cafe, dziękując im za wspaniale spędzone dwa dni, za klimat jaki zrobili, za nienaganne zachowanie i za to, że tchnęli nieco życia w to badziewne Diablo.
Chociaż były osoby, które przyjechały z drugiego końca Polski i na całą imprezę wyłożyły niemałe pieniądze, to ja osobiście bez wahania wydałbym drugie tyle gdyby I Mistrzostwa Polski w Diablo II miały trwać jeszcze następne dwa dni. A tak w ogóle to dzięki dla Rinca, Jurka, RoGHa i wszystkich innych osób, dzięki którym ten cały burdel mógł się udać :) Również moje serdeczne uszami ruszanie dla wszystkich uczestników i widzów. Bez Was nie byłoby sensu organizować jakiegokolwiek turnieju. Szczególnie dzięki za to, że spiliście się i spalili pierwszego dnia, a drugiego, podczas samych Mistrzostw, był już zajebisty spokój.
|
Dodane przez Raziel w dniu - 2008-05-03 19:04:13 Mimo tego i tak dobrze się bawiłem, pozdro ;) | Dodane przez Novo w dniu - 2008-05-03 20:03:31 Raczej :D | Dodane przez KrZ3M w dniu - 2008-05-03 20:55:28 b. zaluje, ze mnei tam nie bylo, ale akurat w tym roku maturka :( moze kiedys.. ;D i gratki za ogarniecie tego, bo z tego co widze/czytam wyszla naprawde zajebista impreza =] | Dodane przez the_cartvan w dniu - 2008-05-04 00:54:10 Dupa z tym 4v4 .. szkoda, ze nie zagralem amka :P Ale impreza miodzio :D wypas ... Pozdro dla tych co zdazylem z nimi chociaz troszku sie poznac :) |
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze. Powered by AkoComment 2.0! |